REKLAMA
Transfer Go - tanie przekazy pieniężne


Praca nadaje życiu sens według dr Jacka Zakrzewskiego

sens-zycia

Najbardziej dewastująca jest pasywność i pogodzenie się ze stanem bezrobocia. Wyjście z tego stanu, choćby do pracy, która ma krótki horyzont czasowy, stwarza nam dodatkowe szanse – tłumaczy dr Jacek Zakrzewski, psycholog, wykładowca w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie.

 

Obecnie szeroko mówi się o wysokim poziomie bezrobocia wśród absolwentów. Z czego to wynika, Pana zdaniem?

Jest to efekt przyjętej już dawno polityki gospodarczej, w której obserwujemy brak innowacyjności polskiej gospodarki, a to sprawia, że nie ma miejsc pracy. Oczywiście można mówić o lepszych i gorszych wyborach młodzieży czy ich zróżnicowanym przygotowaniu, natomiast, de facto, bezrobocie ma charakter strukturalny. Jeżeli nie ma nowych firm i nowych gałęzi przemysłu, nie będzie też miejsc pracy. Można oczywiście kształcić młodzież w pisaniu CV i radzeniu sobie z sytuacją rekrutacyjną, natomiast nie zmieni to podaży miejsc pracy. Kryzys też ma tu duże znaczenie. Młodzież, wszędzie na świecie, doświadcza tego szczególnie silnie.

W przyszłym roku mają wejść w życie unijne „Gwarancje zatrudnienia dla młodych”, w ramach których młoda osoba, w ciągu 4 miesięcy od zakończenia edukacji, dostanie ofertę zatrudnienia, szkolenia lub dalszej edukacji. Czy Pana zdaniem jest to krok w dobrym kierunku?

Uważam, że to średnio dobry pomysł. Bez zmian globalnych, odwrócenia trendów, przejścia w tryb gospodarki innowacyjnej, sytuacja się nie zmieni. Wspomniany program może być traktowany jako forma zasiłku. Warto zadać sobie pytanie, ile wynosi tzw. ROI, czyli zwrot z inwestycji takiego programu.

Jednak, mimo kryzysu i trudnej sytuacji na rynku, wiele osób pracę znajduje. Czy na szybkość znalezienia zatrudnienia mają wpływ nasze kompetencje, wybór kierunku kształcenia czy charakter?

Na pewno każdy z tych elementów. W tej chwili najłatwiej znajdują pracę absolwenci kierunków ścisłych, ale jednocześnie bardzo mało osób kształci się w tych kierunkach, bo są to studia trudniejsze niż inne, np. humanistyczne. Z tego co wiem, absolwenci kierunków technicznych radzą sobie całkiem dobrze na rynku pracy. Z drugiej strony są też osoby, które mając zbliżone kompetencje i równe możliwości, sprawnością, przebojowością zdobywają pracę. Tylko, że to nic nie rozwiązuje…

Nadal bowiem nie jesteśmy innowacyjni…

Dokładnie. Innowacyjność polega na tym, że tworzymy miejsca pracy.

Czy, w takim razie, humaniści są skazani na porażkę na rynku pracy?

Niekoniecznie. Pracuję w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej i z moich obserwacji wynika, że nasz kierunek (psychologia – red.) i różne podspecjalizacje są bardzo szerokie, co sprawia że po naszych studiach ludzie znajdują pracę w naprawdę różnorodnych instytucjach, jak banki, sprzedaż, korporacje. Część absolwentów buduje też swoją karierę jako psychologowie, ale to chyba jest mniejszość…

Na co dzień pracuje Pan z młodymi ludźmi. Co, Pana zdaniem, jest siłą humanistów na rynku pracy?

Moim zdaniem jest to edukacja ogólna, pewna umiejętność uczenia się rzeczy nowych i, na pierwszy rzut oka, słabo ze sobą powiązanych. To też elastyczność, rozumienie pewnych procesów, np. w HR pracuje niewielu inżynierów, a dużo psychologów, podobnie w edukacji, treningach, szkoleniach. Zakładamy, że humanista jest to osoba, która interesuje się otaczającym światem w aspektach ludzkich.

W Polsce, mimo istniejącego problemu bezrobocia, liczne grono pracodawców narzeka na brak pracowników… Z czego to wynika?

Obie strony pewnie mają trochę racji. Samo ukończenie studiów, jeśli ktoś nie dba o swoją karierę zawodową już wcześniej, nie daje tych kompetencji, których od razu potrzebowałby pracodawca. Z drugiej strony też, w sytuacji, gdy wahadło rynkowe jest wychylone w ten sposób, że jest wielka przewaga pracodawców na rynku pracy, nie mamy do wyboru zbyt wielu wspaniałych ofert pracy. Pracodawca nie chce inwestować, marnie płaci, no i obie strony generalnie niezbyt się lubią. Młodzi wolą wyjechać do Anglii i tam wykonywać proste prace, mając zaspokojone podstawowe potrzeby niż pracować w jakiejś firmie, w stanie niepewności i często dużych oczekiwań za małe pieniądze.

Czy to zjawisko występuje tylko w Polsce, czy też na całym świecie?

Wydaje mi się, że tak wygląda ludzka natura. Jeżeli ktoś wykona umowną pracę za 10 zł, to zleceniodawca nie będzie chciał płacić mu 15 zł. Jeżeli jest dużo chętnych, to powoduje, że wynagrodzenia są niskie. Czegoż więc możemy oczekiwać od pracodawców, którzy działają też w warunkach silnej konkurencji? Cena ma być niska…

Spotkałam się niedawno z opinią, że pracodawcy, których nie stać na płacenie przyzwoitych zarobków pracownikom (czyli powyżej płacy minimalnej) nie powinni prowadzić firm…

Z samą ideą bym się zgodził. Natomiast nie można zabronić, w warunkach wolności gospodarczej, prowadzenia działalności, choć z drugiej strony publiczne instytucje bardzo niemrawo walczą z patologiami. Przyciskanie pracodawców, np. w gastronomii, aby z każdym mieli zawarte oskładkowane umowy o pracę spowodowałoby szereg bankructw różnych restauratorów, bo ludzie w Polsce i tak nie mają zbyt wiele pieniędzy na takie luksusy.

Wiele osób, mimo utraty pracy, stosunkowo szybko powraca na rynek pracy, niektórzy zaś mają z tym duży problem. Czy Pana zdaniem istnieje zespół cech, którymi najczęściej odznaczają się osoby długotrwale bezrobotne?

Jest to koliście powiązane, bo ludzie różnią się już na wyjściu. Różnią się samooceną, poczuciem skuteczności, a także kompetencjami. Rynek pracy definiujemy zazwyczaj jako to miejsce, gdzie kompetencje są wymieniane na pieniądze. Jesteśmy równi wobec prawa, ale możemy mieć różne kompetencje. Siłą rzeczy człowiek lepiej wyedukowany, pewny siebie, z jakimś zapleczem rodzinnym będzie bardziej skuteczny w poszukiwaniu pracy. Ponadto ludzie z większych ośrodków mają też większe szanse na rynku pracy.

Niezależnie od tego, że ludzie się różnią, samo bezrobocie działa dewastująco. Jeżeli nawet nie mamy cech predestynujących do bycia pionkiem na rynku pracy, to po roku bezrobocia, nawet dość silna osoba, przeżywa załamanie. Jeżeli, mimo różnych starań, ciągle tej pracy nie ma, to wchodzimy w stan przewlekłego bezrobocia, kiedy ludzie przestają szukać pracy, bo zbyt dużo porażek ponoszą. To jest unikanie przykrego. Jeżeli ktoś wysyła swoje dokumenty aplikacyjne na różne oferty i nie ma reakcji albo po kolejnej rozmowie kwalifikacyjnej brakuje odzewu, nie chce ponownie przeżywać negatywnych stanów i zamyka się w sobie albo wyjeżdża lub też wchodzi do szarej strefy.

Czasami jest tak, że w trakcie poszukiwania docelowej pracy, zdarza nam się okazja do podjęcia tymczasowego zatrudnienia. Niektórzy mają dylemat, czy warto przerywać lub ograniczać czasowo poszukiwania, podejmując takie zatrudnienie?

Uważam, że najbardziej dewastująca jest pasywność i pogodzenie się ze stanem bezrobocia. Wyjście z tego stanu, choćby na jakieś zastępstwo, nawet do pracy, która ma krótki horyzont czasowy, stwarza nam dodatkowe szanse. Trzeba wyjść z domu, wejść w inne środowisko, nawiązać znajomości. Nigdy nie wiemy, co się wówczas wydarzy. W ten sposób rośnie prawdopodobieństwo, że ktoś nas zauważy, zaproponuje zatrudnienie, będzie chciał z nami współpracować.

W sytuacji, gdy siedzimy w domu czy w grupie sobie podobnych, niewiele się może wydarzyć, bo mamy ograniczony dostęp do informacji, nie mamy też szansy „pokazania siebie” i swoich umiejętności innym. W związku z tym np. wolontariat jest zjawiskiem pozytywnym, bo sprawia, że człowiek czuje się potrzebny. Uczucie bezwartościowości, zwerbalizowane w postaci słów: „do niczego się nie nadaję”, „nikt mnie nie chce”, jak łatwo się domyślić, jest dewastujące dla człowieka.

 

dr Jacek Zakrzewski, psycholog, specjalizuje się w doradztwie personalnym i zawodowym, łączy wiedzę akademicką z praktyką biznesową zarówno w obszarach smallbiznesowych jak i korporacyjnych. Wieloletni Dyrektor Centrum Pracy i Kariery w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej, współpracownik w projektach AC/DC w Human Capital Group oraz Idea! Management Consulting, Kierownik Naukowy projektu TalentGame (Idea!). Od wielu lat doradza w procesach rekrutacyjnych i selekcyjnych, kierował zespołami zadaniowymi, zarządzał firmą doradztwa personalnego.

 

Rozmawiała:

Joanna Niemyjska (Zielona Linia 19524, Centrum Informacyjno-Konsultacyjne Służb Zatrudnienia)

Fot: sxc.hu

Skomentuj artykuł